piątek, 3 lutego 2012

"Nie protestuję przeciw ACTA"

Słowo wstępne do najnowszego (z 30 stycznia) Newsweeka dobrze oddaje to, jak czują się ludzie, których nie obchodzi ACTA i afera wokół dokumentu ich męczy i nudzi. I chociaż redaktor naczelny w owym wstępie negatywnie odnosi się do zjawiska piractwa i nie podoba mu się, że jego gazeta trafia do internetu, skąd można ją pobrać za darmo, to jednak mam nadzieję, że nie obrazi się, jeśli przepiszę tutaj jego słowa. Jednocześnie zachęcam do kupna gazety w kiosku.

Nie protestuję przeciw ACTA
Wojciech Maziarski
Redaktor naczelny

W minionych latach na różnych serwerach wielokrotnie trafiałem na pliki zawierające całe numery "Newsweeka" (często były tam też dostępne tytuły naszych konkurentów). Każdy chętny mógł je sobie ściągnąć. A mnie krew zalewała - my tu się wysilamy, poświęcamy czas, pracę, inwestujemy w utrzymanie i rozwój pisma, dokładamy starań, by budżet się zbilansował i przychody ze sprzedaży wystarczały na utrzymanie redakcji, a jakiś cwaniaczek przychodzi na gotowe i bez zahamowań na nas pasożytuje, czerpiąc z tego różne korzyści, głównie finansowe.
Za każdym razem interweniowaliśmy u właściciela serwera - oczywiście jeżeli miał siedzibę w Polsce, bo w przypadku firm mieszczących się za górami, za lasami mogliśmy szukać wiatru w polu. Interwencje często kończyły się połowicznym sukcesem: cwaniaczek ukrywał pliki z "Newsweekiem" tak, że stawały się niewidoczne dla postronnego internauty, natomiast zarejestrowani "bywalcy" po zalogowaniu się nadal mogą je ściągać.
Właśnie w takim cwaniackim obiegu internetowym należy szukać paradoksu: sprzedaż papierowych tygodników stopniowo maleje, lecz czytelnictwo praktycznie nie zmienia się albo wręcz rośnie. Kupujących ubywa, a czytających przybywa - dziwne, nieprawdaż?
To jest powód, dla którego nie przyłączam się do protestów przeciw ACTA. Nie mam nic przeciwko temu, by utrudniać życie ludziom, którzy pasożytują na mojej pracy, a zarazem podkopują fundamenty rynku mediów. Gazeta to kosztowne przedsięwzięcie i poniżej pewnego poziomu sprzedaży jest skazana na bankructwo. Utrzymanie się obecnych trendów grozi tym, że pewnego dnia obudzimy się w świecie bez profesjonalnych redakcji. Bez gazet i czasopism, wszystko jedno jak dystrybuowanych - na papierze czy w wersji elektronicznej. Jeśli uznajemy prasę za jeden z filarów demokracji i społeczeństwa obywatelskiego i chcemy ją utrzymać przy życiu, to walka z piractwem jawi się jako środek obrony wartości demokratycznych.
ACTA w zamyśle autorów miała być wymierzona nie w pojedynczych "ściągaczy", lecz w organizatorów pirackiego procederu. Zagrożeniu tym porozumieniem poczuli się jednak szeregowi internauci, zwłaszcza Polacy. Chyba wyolbrzymiają skalę niebezpieczeństwa, ale nie lekceważyłbym ich lęków. Doświadczenia historyczne sprawiają, że mieszkańcy Polski są szczególnie wyczuleni na zagrożenia dla wolności i praw obywatelskich. Historia wszczepiła nam gen ostrzegający, że jakiś przepis może zostać wykorzystany w celu ograniczenia naszych swobód. Masowe protesty są sygnałem, że ten gen się uaktywnił. Przed czym nas ostrzega? Warto raz jeszcze przeanalizować zapisy ACTA, by to sprawdzić.

środa, 1 lutego 2012

Wydanie Specjalne


1923-2012

"Nieczytanie”

Do dzieła Prousta
nie dodają w księgarni pilota,
nie można się przełączyć
na mecz piłki nożnej
albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.

Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.

Podróżujemy szybciej, częściej, dalej,
choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy.
Tu ja z jakimś facetem.
Tam chyba mój eks.
Tu wszyscy na golasa,
więc gdzieś pewnie na plaży.

Siedem tomów – litości.
Nie dałoby się tego streścić, skrócić,
albo najlepiej pokazać w obrazkach.
Szedł kiedyś serial pl. Lalka,
ale bratowa mówi, że kogoś innego na P.

Zresztą, nawiasem mówiąc, kto to taki.
Podobno pisał w łóżku całymi latami.
Kartka za kartką,
z ograniczoną prędkością.
A my na piątym biegu
i - odpukać – zdrowi.

Wisława Szymborska, Tutaj, Znak 2009

Ethan & Joel Coen - Ladykillers, czyli zabójczy kwintet

Z wytłumaczeniem dlaczego lubi się filmy braci Coen jest trochę tak jak z próbą wyjaśnienia dlaczego lubi się smak oliwek lub zapach jakichś perfum. Po prostu się to lubi. Nie inaczej jest tym razem.

Akcja filmu toczy się na południu Stanów Zjednoczonych. Do domu czarnoskórej wdowy (Irma P. Hall) przyjeżdża mężczyzna podający się za profesora starożytnych języków (Tom Hanks). Wynajmuje od niej pokój pod pretekstem prowadzenia w piwnicy prób zespołu wykonującego muzykę renesansową.  Szybko jednak okazuje się, że profesor ze swoimi "muzykami" w rzeczywistości knuje plan napadu na skarbiec kasyna. Niestety do pomocy ma niezbyt rozgarniętych towarzyszy, którzy potrafią spieprzyć najprostsze zadanie. Na domiar złego babcia-najemca nie jest w ciemię bita. Od kiedy orientuje się co tak naprawdę dzieje się w piwnicy, sprawy przyjmują ciekawy obrót.

Coenowie stworzyli świetne postacie, które, choć strasznie przerysowane, wydają się być niemal rzeczywiste. Azjatycki wyrobnik, który bez słowa wykonuje powierzone zadania, murzyn krzyczący na prawo i lewo "mothafucka", twardogłowy, wąsaty spec od materiałów wybuchowych i ciamajda - stereotypowy amerykański osiłek idiota. To właśnie Ocean's Eleven Coenów. Całość domyka "para" grana przez Hall i Hanksa. Ona - klasyczna przedstawicielka czarnej społeczności południowych Stanów, chodząca do kościoła wdowa gadająca do portretu swojego zmarłego męża, której przeszkadza hip hop, postać nad wyraz wiarygodna. On natomiast - dandys posługujący się archaicznym językiem, czytający dzieła pisane w starożytnej grece i cytujący Edgara Allana Poe, złodziej zachowujący spokój i rozwagę bez względu na to, co dzieje się dookoła. Gołym okiem widać kontrast tych dwóch głównych postaci, dzięki któremu na zmianę przenosimy się ze świata fikcji do rzeczywistego życia prostych Amerykanów.

W filmie został zastosowany jeden z ulubionych chwytów braci. Akcja zaczyna nabierać tempa przez jedną głupią decyzję, jeden błąd. Coenowie doskonale odkrywają ludzkie ułomności takie jak lekkomyślność, chciwość czy naiwność. Oglądając ich filmy, może niekoniecznie Ladykillers, ma się często wrażenie, że przecież równie dobrze to my moglibyśmy znaleźć się w podobnie irracjonalnej sytuacji, co bohaterowie na ekranie. I pewnie często tak się zdarza.

środa, 25 stycznia 2012

Po lekturze ACTA

Po kilku dniach pieprzenia w bambus i rozmowy na migi postanowiłem przeczytać umowę, o którą tyle w internecie szumu. Mowa oczywiście o ACTA. Uznałem, że opieranie swojej wiedzy wrzuconych na fejsbuka obrazkach z portali rozrywkowych jest pomysłem co najmniej ryzykownym, a branie udziału w strajkach jest już pomysłem idiotycznym, gdy się nie wie O CO WŁAŚCIWIE CHODZI.



A nie chodzi o nic nowego, w gruncie rzeczy. Umowa ta w wielu miejscach pokrywa się z postanowieniami obowiązującej już u nas ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz prawa własności przemysłowej.


Proponuję teraz czytelnikom, aby znaleźli w google treść umowy ACTA i czytali konkretne artykuły, o których zamierzam wspomnieć, a które mogą mieć niemałe znaczenie dla rozumienia całego tekstu. Warto zacząć więc od tytułu.

Umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrobionymi między Unią Europejską i jej państwami członkowskimi, Australią, Kanadą, Japonią, Republiką Korei, Meksykańskimi Stanami Zjednoczonymi, Królestwem Marokańskim, Nową Zelandią, Republiką Singapuru, Konfederacją Szwajcarską i Stanami Zjednoczonymi Ameryki.

Dużo mówi się o tym, że podpisanie tej umowy da rządom duże pole do wprowadzania cenzury, ograniczania wolności słowa, prawa do prywatności, prawa do rzetelnego procesu, likwiduje domniemanie niewinności. Na temat ACTA wypowiadają się znani ludzie, np. pani Barbara Kwarc z Wrocławia (autorytet intelektualny wszystkich internautów) czy Wojciech Cejrowski, który sprawiał wrażenie jakby koniecznie chciał wygryźć obecną władzę. Szczerze mówiąc nie sądzę, aby przeczytał on ACTA, gdyż z dysleksją może być ciężko przebrnąć przez akt prawny pisany "zawiłym" językiem. Uważam, że większość tych zarzutów to BZDURA. Dlaczego?

Artykuł 11 - Informacje o naruszeniu

Na podstawie tego artykułu w cywilnych postępowaniach sądowych dotyczących dochodzenia i egzekwowania praw własności intelektualnej organy sądowe mają możliwość nakazania sprawcy naruszenia lub osobie, którą podejrzewa się o naruszenie, na uzasadniony wniosek posiadacza praw, przekazania posiadaczowi praw lub organom sądowym, przynajmniej dla celów zgromadzenia dowodów, stosownych informacji, zgodnie z obowiązującymi przepisami. Innymi słowy - jeżeli jakaś firma zgłosi się do sądu z roszczeniem przeciwko komuś, kto według niej naruszył prawo własności intelektualnej, to sąd może tej osobie nakazać udostępnienie różnych informacji dla celów dowodowych. Sąd nie będzie SAM zbierać tych informacji inwigilując telefon czy skrzynkę mailową tejże osoby.

Artykuł 12 - Środki tymczasowe

Według wielu bardzo kontrowersyjny artykuł zawierający przepisy ograniczające zasadę domniemania niewinności i rzetelnego procesu. Pff...
Chodzi o to, aby, w celu uniemożliwienia naruszenia jakiegokolwiek prawa własności intelektualnej oraz w celu uniemożliwienia wprowadzenia do obrotu handlowego towarów podrobionych, oraz dla zabezpieczenia odpowiednich dowodów w związku z podejrzeniem naruszenia, sąd może zastosować środki tymczasowe bez wysłuchania drugiej strony. Chodzi w szczególności o sytuację, gdy zwłoka spowodowana wysłuchiwaniem drugiej strony może spowodować wprowadzenie do obiegu podrobionych towarów lub zniszczenie materiału dowodowego. O tym dużo się mówi. Nie mówi się natomiast o tym, że w ustępie 4 tego artykułu umowa zakłada, iż wniosek o zastosowanie takich środków tymczasowych musi być dobrze uzasadniony, a wnioskodawca musi dostarczyć wszelkie możliwe do pozyskania dowody aby organy sądowe mogły przekonać się w wystarczającym stopniu, że prawo wnioskodawcy jest zagrożone. Organy mogą także zakazać wnioskodawcy wniesienie kaucji lub przedstawienia jakiegoś innego, solidnego zabezpieczenia. Natomiast w przypadku uchylenia takich środków tymczasowych organy mogą nakazać wnioskodawcy wypłatę odszkodowania osobie, wobec której wniosek był skierowany. Widać więc, że mechanizm stosowania środków tymczasowych jest zabezpieczony przed ich nadużywaniem.

Artykuł 14 ust. 2 - Małe przesyłki i bagaż osobisty

Jeśli chodzi o kontrolę celną to małe ilości towarów o charakterze niehandlowym znajdujące się w bagażu podróżnego mogą być wyłączone od kontroli. Słowem - jeśli kupiliście kilka płyt za granicą to jest bardzo duża szansa, że celnicy nie będą sprawdzać czy kupiliście je w Virginie czy na stadionie.

Artykuł 17

Jeżeli posiadacz praw wnosi o zastosowanie kontroli granicznej, opisanej w art. 16, to organy mogą wymagać przedstawienia odpowiednich dowodów, aby można było stwierdzić, że naruszenie prawa własności intelektualnej jest prawdopodobne. Art. 18 także zakłada kaucję, która w razie pomyłki może być użyta jako rekompensata dla osoby, która została niesłusznie pozbawiona legalnych przedmiotów.

Artykuł 18 - Przestępstwa.

Bardzo ciekawy artykuł. W ogóle cała sekcja 4 - dochodzenie i egzekwowanie praw w postępowaniu karnym - jest przyjemna. Zwłaszcza że nie wykracza zbytnio poza nasze krajowe ustawodawstwo.
Umowa penalizuje: umyślne podrabianie znaku towarowego lub piractwo praw autorskich bądź praw pokrewnych na skalę handlową. Dużo się mówi właśnie o używaniu tego pojęcia - działalność handlowa - jako terminu nieostrego, który może podlegać dużej interpretacji. Tymczasem jest ono wyjaśnione: "Na użytek niniejszej sekcji działania na skalę handlowa obejmują przynajmniej działania prowadzone jako działalność handlowa w celu osiągnięcia bezpośredniej lub pośredniej korzyści ekonomicznej lub handlowej". Oznacza to więc, iż wysyłając film swojej dziewczynie lub swojemu chłopakowi nie złamiecie tego prawa, chyba że zażyczycie sobie, aby od każdego filmu przysyłali Wam na konto 15 zł. 

Umowa dalej przewiduje sankcje karne za umyślny przywóz i użytek krajowy na skalę handlową etykiet i opakowań
a) które zostały opatrzone bez zezwolenia znakiem towarowym identycznym ze znakiem towarowym zarejestrowanym na jej terytorium lub niedającym się odróżnić, oraz
b) które są przeznaczone do użytku w obrocie handlowym towarami lub w związku z usługami, które są identyczne z towarami lub usługami, dla których taki znak towarowy został zarejestrowany.
W skrócie - umowa chroni Cię, Czytelniku, abyś zamawiając na allegro koszulkę lacoste'a mógł mieć pewność, że kupujesz towar oryginalny, żebyś mógł być pewny jego jakości. Chyba że ważne jest dla Ciebie to, że nosisz krokodylka na sercu, a jakość i oryginalność koszulki nie gra roli. To sorry, kupuj na stadionie.

W ustępie 3 umowa zezwala Stronie (czyli państwu podpisującemu umowę) przewidzieć sankcję karną za nieupoważnione kopiowanie dzieł kinematograficznych podczas seansu w kinie. Oznacza to, że jak nagrasz kamerką film w kinie, to pójdziesz siedzieć. Proste?

Sekcja 5 dotyczy dochodzenia i egzekwowania praw własności intelektualnej w środowisku cyfrowym.

Artykuł 27 zakłada dostępność procedur, które umożliwiają skuteczne działania przeciwko naruszaniu praw własności intelektualnej w tym doraźne środki zapobiegające i środki odstraszające od dalszych naruszeń. Procedury powinny być stosowane w sposób, który pozwala uniknąć tworzenia barier dla zgodnej z prawem działalności oraz zgodnie z prawem Strony przy zachowaniu podstawowych zasad, takich jak wolność słowa, prawo do sprawiedliwego procesu i prywatności. Podkreślony fragment przewija się jak mantra w kilku kolejnych ustępach. Dalej zakazuje się także produkcji, sprzedaży, rozpowszechniania itd. narzędzi służących do łamania zabezpieczeń.

Artykuł 28 przewiduje współpracę w zakresie rozwoju specjalistycznej wiedzy fachowej, gromadzenie i analizę danych statystycznych i innych stosownych informacji dotyczących naruszeń praw własności intelektualnej oraz informacji na temat najlepszych praktyk jej zwalczania; koordynację organów państwa oraz tworzenie i wspieranie grup doradczych.

To już koniec. Widzę, że przeoczyłem fragment, w którym posiadacz praw może wnioskować do sądu o udostępnienie danych abonenta od dostawcy usług internetowych. Ponownie - posiadacz praw musi to solidnie uzasadnić, a procedura musi być zastosowana przy zachowaniu wolności słowa, prawa do sprawiedliwego procesu oraz prywatności.

Przeczytałem całą umowę i nie ma w niej mowy o naruszaniu wolności słowa, wprowadzaniu cenzury (w czasie lektury w pociągu usłyszałem "kątem ucha", że jak wprowadzą ACTA to będzie "cenzura w chuj"), inwigilowaniu (poza uzasadnionymi przypadkami), śledzeniu w sieci GPS itd. Dlatego też, zamiast idiotycznie powtarzać przeczytane w internecie frazesy, warto sięgnąć do źródła i przekonać się jak sprawa wygląda w rzeczywistości. 

Ataki grupy Anonymous (jeżeli grupa ta faktycznie istnieje) uważam za zwykłe przestępstwa cybernetyczne, strajki na ulicach za wybryki gównażerii. Ma to swoje dobre skutki - w końcu odeszli od komputerów.

William S. Burroughs - Nagi Lunch


Opublikowana w 1995 roku powieść Nagi lunch jest książką, którą czyta się niezwykle ciężko. Czyta się ją równie ciężko, jak recenzuje, a gdybym miał scharakteryzować ją w dwóch słowach, wyglądałoby to zapewne tak: narkomańska paplanina.


Nagi lunch został napisany przez Williama S. Burroughsa, przedstawiciela nurtu, Beat Generation lub bardziej po polsku - bitnicy. Do najważniejszych dzieł tego kierunku należą także On the road Jacka Kerouaca i Howl Allana Ginsberga. Jeżeli ktoś czytał te książki i może powiedzieć, że są podobne do Nagiego lunchu, niech mi to napisze, żebym nie tracił czasu na ich czytanie.

W pisanym pod wpływem narkotyków (o czym autor wspomina w pisanym na trzeźwo wstępie) Nagim lunchu, ciężko doszukać się konkretnej fabuły. Książkę można czytać od początku, od końca, od środka i tak czy inaczej nie będzie ona miała sensu. Treść ogranicza się do opisywania rytuałów narkomanów-homoseksualistów urządzających orgie i molestujących dzieci. To w skrócie.

Główną postacią jest William Lee, alter ego autora, głównie ćpa i ucieka przed policją.

Wprawdzie można by się doszukiwać w powieści sprzeciwu wobec polityki, totalitarnych rządów, kiepskiego wymiaru sprawiedliwości. Pytanie tylko - czy jest sens? Czy tego samego nie dostarczają inne książki, napisane normalnie, z klasyczną, liniową fabułą? Przyznam, że po obejrzeniu filmu Cronenberga oczekiwałem od książki czegoś zupełnie innego, spodziewałem się ciekawej opowieści o maszynach do pisania zmieniających się w gadające robale. Jestem nią natomiast tak zdegustowany, że od niechcenia napisałem tylko tyle ile było konieczne, aby zniechęcić innych czytelników - nie marnujcie swojego cennego czasu na Nagi lunch.

Ewentualnie polecam wstęp i zakończenie, które są nawet ciekawe. Zwłaszcza w zakończeniu Burroughs już na trzeźwo opowiada jakie są fazy po jakich dragach, jakie są metody leczenia itp.